❄️ Świeży puch czy finansowa pułapka? Freeride bez tajemnic.

Dla wielu narciarzy to kwintesencja zimy: zjazd w dziewiczym, głębokim śniegu, z dala od zatłoczonych tras. Kilka metrów w bok od wyznaczonego szlaku wydaje się niewinną zabawą, ale z punktu widzenia ubezpieczyciela to całkowita zmiana zasad gry.

Jako ekspert ubezpieczeniowy muszę postawić sprawę jasno: standardowa polisa turystyczna kończy się tam, gdzie kończy się wyznaczona trasa.

Dlaczego freeride wymaga rozszerzenia?

Większość towarzystw ubezpieczeniowych klasyfikuje jazdę poza trasą jako:

  1. Sport wysokiego ryzyka lub
  2. Sport ekstremalny.

Jeśli dojdzie do wypadku, a Ty nie wykupiłeś odpowiedniego rozszerzenia (tzw. „zwyżki”), ubezpieczyciel niemal na pewno odrzuci Twoje roszczenie.

Co to oznacza w praktyce? 🚨 Jeśli utkniesz w głębokim śniegu lub doznasz kontuzji poza trasą, koszt akcji ratunkowej (często z użyciem specjalistycznego sprzętu lub helikoptera) w całości obciąży Twój portfel. W Alpach taka „wycieczka” to koszt od 5 000 do nawet 15 000 euro.

Ekspercka rada:

Zanim skusi Cię jazda w „puchu”, sprawdź w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU) definicję jazdy poza trasą. Niektórzy ubezpieczyciele dopuszczają krótkie zjazdy przy trasie, inni wyłączają ochronę w momencie przekroczenia tyczek.

Mój wniosek? Jeśli planujesz choćby chwilowe zjazdy w głębszy śnieg, wybierz polisę z rozszerzeniem o sporty wysokiego ryzyka. Różnica w składce to zazwyczaj kilkanaście złotych, a różnica w bezpieczeństwie finansowym – gigantyczna.

👇 Nie wiesz, czy Twoja polisa obejmuje freeride? Prześlij mi nazwę swojego ubezpieczenia w wiadomości prywatnej, a sprawdzę to dla Ciebie w 2 minuty! 📩

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry
Powiadomienie o plikach cookie WordPress od Real Cookie Banner
×